Dzień 5 – Upper Pisang

Dzień 5 – Upper Pisang

Rano wczesna pobudka, ale coś nie możemy się wygrzebać z łóżek. Motywuje nas jednak informacja o okienku dobrej pogody, które ma być pomiędzy 7 a 13. Chcemy je wykorzystać na dojście do Upper Pisang. W Chame wciąż jeszcze popaduje, ale już nie tak mocno, jak wczoraj. Na wszelki wypadek Michał kupuje jednak poncho przeciwdeszczowe, aby uniknąć ponownego zamoczenia plecaków.

Przestaje padać i zaczyna robić się co raz cieplej – spoglądam w niebo: TAK! To słońce, nieśmiało jeszcze, ale jednak przedziera się przez chmury. Dość szybko docieramy na miejsce i znajdujemy sobie przyjemny hotelik w wiosce w całości położonej na zboczu góry. W dole widać Lower Pisang. Przed nami rozpościerają się też widoki na dalszą część doliny, w stronę Manangu. Żal nam, że chmury zasłaniają widoki, wciąż bowiem nie udało nam się ujrzeć żadnej z Annapurn.

Wioska Upper Pisang rozciągnięta w całości na zboczu góry, z chmurami przewalającymi się nad grzbietem

Wczoraj jeszcze w Chame dowiedzieliśmy się, że warstwa chmur jest gruba, a w Manangu pada śnieg, blokując przejście przez Thorung La Pass. Podobno z powodu śniegu odcięty jest również region Everestu. Jeden z przewodników mówi, że pogoda co roku jest inna, ale to, co widzimy teraz za oknem, to efekt szalejącego nad Indiami cyklonu.

Ośnieżony szczyt nieśmiało wychyla się zza gęstych chmur nad kamiennym dachem obwieszonym modlitewnymi chorągiewkami

Nam pozostaje trzymać kciuki za słońce nad Manangiem i wyżej, tak, aby śnieg przestał blokować przełęcz. Wiele ludzi czeka w Manangu już od paru dni, nie mogąc ruszyć dalej, więc wiele hotelików jest pełnych.

Kasia spogląda w głąb doliny w stronę Manangu, wypatrując poprawy pogody